Loading...
Browsing Category

Lifestyle

Robot, który odmienił moje macierzyństwo

Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że na moich 35m2 będę korzystać z robota sprzątającego i to w dodatku z funkcją mopa, zdecydowanie kazałabym mu się zastanowić co mówi. Bo przecież na co komu na tak małej przestrzeni pomoc w postaci robota? Wtedy nie przewidziałam jednak jednej podstawowej zmiany w moim życiu – Dzieci 🙂

 

Gdy w domu pojawia się Dziecko, wszystko diametralnie się zmienia.

 Najpierw zależy Ci na tym aby utrzymać mieszkanie w jak największej czystości, by mały organizm miał zapewnione najlepsze, bezpieczne warunki. Później, gdy dziecko zaczyna raczkować, starasz się usunąć z podłogi wszystko co chciałoby z niej zlizać  🙂

 

Kiedy w naszym domu pojawiło się drugie Dziecko, które okazało się być alergikiem i atopowcem musieliśmy jeszcze bardziej przyłożyć się do zachowania w domu czystości. Pięciokrotne wyciąganie wielkiego odkurzacza wodnego zaczęło być po prostu trudne i niewygodne. Wtedy w naszym życiu pojawił się on – Robot sprzątający z funkcją mopa EXPLORER S60 ANIMAL KIT, który okazał się naszym odkryciem roku! 

Robot sprzątający rewelacyjnie radzi sobie z małymi, ale i dużymi przestrzeniami ( sprawdzałam! ), niestraszne mu również kafle, panele czy dywany – na każdym podłożu świetnie daje rade. Jest niski bo ma zaledwie 6 cm, dzięki czemu spokojnie mieści się pod meblami i w końcu wszędzie jest czysto 🙂



Moją ulubioną funkcją w tym robicie jest możliwość kontrolowania go przez aplikację, w której mogę rownież ustawić harmonogram sprzątania na odpowiednie pory – wtedy robot sam załącza się o odpowiedniej godzinie i sprząta całe mieszkanie następnie wracając do bazy. Wyjmowany zbiornik na kurz ma 0,36l i spokojnie wystarcza na 1-2 porządne sprzątania.  Ma trzy poziomy mocy : Eco, standard i boost oraz trzy tryby sprzątania : Metodyczne, Miejscowe i wzdłuż ścian – my najczęściej korzystamy z trybu metodycznego, ale tryb miejscowy jest idealny gdy Dziecko akurat coś rozsypie.





Ostatnią najważniejszą sprawą jest możliwość odkurzania i mopowania podłogi jednocześnie. Po całym dniu zabaw i szaleństw wieczorem załączam Ragnara (tak ma na imię 😉 ), który odkurza i mopuje całą podłogę, sprawiając, że nowy dzień witam bez obaw. 



Dziś zastanawiam się jak mogłam bez niego żyć, a tutaj kilka danych technicznych:

 

Napięcie 14V

Bateria Lithium-Ion

System bezworkowy

Czas pracy: do 90min

Czas ładowania 4-5h

Wyjmowany zbiornik na kurz 0,36L

Centralna elektroszczotka Animal Turbo poliuretanowa z włosiem 

2 szczotki boczne

3 poziomy mocy: eco/standard/boost

3 tryby sprzątania: methodic/wall follow/spot

Czujniki krawędzi i uskoku podłoża

Pokrycie powierzchni 86% w <45min

Harmonogram pracy

Sterowanie za pomocą aplikacji (wifi) 

Ściereczka do mopowania

Wysokość 6cm

Automatyczny powrót do bazy

Baza ładująca

 

Osobiście pokochałam ten sprzęt i wiem, że Wy również go pokochacie!

W dodatku mam dla Was kod rabatowy EXPLORER5 , który jest ważny do końca czerwca na stronie  https://tefal24.pl/products/112/1057,robot-sprzatajacy-tefal-explorer-s60-4w1-rg7447

Postanowienia W CZASACH KORONAWIRUSA

Dobrze widzisz. Początek kwietnia, a ja – jak na Matkę Polkę przystało jestem w niezłym niedoczasie. Trzy miesięcznym. Z nawiązką. Jednak oprócz oczywistych oczywistości opóźnienie ( co prawda opóźnienie miało być miesięczne, ale w obecnej sytuacji, sama musiałam odnaleźć się w ,nowej rzeczywistości, ) tego wpisu miało jeden zasadniczy cel.
WERYFIKACJĘ. 
Bowiem ile to już razy, każdego Nowego Roku siadamy nad czystą kartką i snujemy niesamowite plany. Wymierzamy kolejne niebotyczne cele. Zapisujemy najodważniejsze marzenia, a po tygodniu, no może czasem dwóch wszystko szlag trafił, prawda ?
Ze mną też tak było. Nie raz. Nie dwa. Nie zliczę już ilości pięknych plannerów czy kalendarzy, które miały pomóc mi w realizacji tych postanowień. Motywujące cytaty, kolorowe pisadła , miliony rubryk do zapisania… wszystko to miało sprawić, że będę planować i realizować swoje postanowienia. Miało.
Nigdy nie byłam perfekcjonistką – lubię kontrolowany nieład, ale lubię też organizację, by ten nieład zachować pod kontrolą. Kiedy byłam jeszcze panną, a nawet kiedy byłam już zamężna takie sposoby się sprawdzały. Planowanie, wyznaczanie celów, snucie postanowień i osiąganie ich. Byłam bardzo zorganizowana w swoim chaosie. Wszystko zmieniło się w momencie kiedy zostałam Mamą – teraz nic nie było już takie oczywiste. Próbowałam wiele razy dostosować nowe życie do starych przyzwyczajeń. Na próżno.
Dziś śmiało mogę powiedzieć, że jestem dojrzała. No dobra, może wcale się tak nie czuję, ale wiem, że umiem uczyć się na błędach. Umiem też wyciągać wnioski. W zeszłym roku postanowiłam więc nic nie postanawiać – to przecież teraz takie modne by żyć dniem dzisiejszym i nie stawiać sobie poprzeczek, doceniać to co jest tu i teraz, jednak w moim przypadku było gorzej niż zakładałam. Nie trzymanie się postanowień, brak realizacji planu, a właściwie brak jakiegokolwiek planu i celów do realizacji skutkowało tym, że całkowicie pogubiłam się w roku 2019. Niczego nie zrealizowałam i niczego nie osiągnęłam. Kolejny raz zmuszona byłam zrobić rachunek sumienia i zacząć od nowa. Gdyby nie fakt, że urodziłam Nefeli to całkowicie spisałabym ten rok na straty.
W tym roku do tematu postanowień noworocznych podeszłam z ogromną rozwagą. Bowiem nie sztuką jest przecież zaplanować cały rok, jednak zrealizowanie tych planów z dwójką małych dzieci to zupełnie inna kwestia. Tego roku postawiłam więc na… rozwagę. Pierwszego dnia stycznia zasiadłam z czystą kartką do biurka i zaczęłam snuć plany na rok 2020. Co więc się zmieniło? Moje podejście. Doskonale wiem już, że wymyślanie na siłę kolejnych punktów na liście do niczego nie prowadzi. Nie chodzi przecież o to aby kartka została zapełniona, a o to by te kilka punktów zostało zrealizowanych. Przemyślałam więc swoje marzenia, wyznaczyłam cele, pomyślałam co chciałabym osiągnąć i jak czuć się w tym nowym roku. Wypisałam wszystko na kartce, następnie przesiałam to wszystko przez sito zwane Rodzicielstwem. I nie chodzi mi o wertowanie postanowień i wykreślanie punktów, które przy dzieciach będą trudne lub co gorsza niemożliwe do wykonania. Chodzi mi o spojrzenie na te postanowienia pod kątem dzieci. Jak zrealizować je wspólnie? Jak sprawić aby moje postanowienia wniosły coś do ich życia? Jak podczas realizacji planów zapewnić komfort dzieciom? Co będzie miało na nie największy wpływ?
I chyba w tym roku miałam farta. Ogromnego farta, że podeszłam do tematu racjonalnie. Przemyślałam wszystko i postanowiłam wyznaczyć kilka głównych celów do zrealizowania, które składają się z wielu podpunktów. Zrealizowanie ich rozciągnęłam w czasie, nie na ten rok, ale na lata. Najważniejsze, że wszystkie możemy dostosować do życia w Rodzinie i… w kwarantannie. Tego nikt się przecież nie spodziewał.
W głębi ducha dziękuję sobie, że z początkiem roku przewartościowałam wszystko i zmieniłam swoje podejście do życia. Nie planowałam wyjazdów, spotkań ani niczego co obecnie stałoby pod znakiem zapytania. Dzięki temu nie borykam się teraz z rozczarowaniem, złością czy smutkiem, że czegoś nie uda się osiągnąć.
Wręcz przeciwnie, jednym z moich postanowień ,a zarazem celów było i nadal jest bycie szczęśliwym – pozytywne nastawienie, dostrzeganie radości w małych rzeczach, a także pozytywów w każdej sytuacji- tak jak robią to Dzieci. To nastawienie pomogło mi przetrwać pobyty w szpitalach  z Nefeli, a teraz pomaga mi z radością witać kolejne dni kwarantanny…Oczywiście nie zawsze jest kolorowo ,ale nie wymagając od siebie zbyt wiele i potrafiąc w końcu sobie odpuszczać potrafię cieszyć się obecną chwilą. Naprawdę pomimo rzeczywistości, która nas otacza ja jestem szczęśliwa. Nie czekam aż to się skończy, nie snuję planów co zrobię jak w końcu nas wypuszczą. Staram się dostosować do panujących warunków, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo jak długo przyjdzie nam w takich funkcjonować. Im szybciej to zrozumiemy tym lepiej dla nas, prawda? Ja mogę nawet powiedzieć, że w tym czasie udało mi się lepiej zorganizować, zaczęłam ćwiczyć i zmotywowałam się by tu coś w końcu napisać i ruszyć na dobre !
A Wy co o tym myślicie? Trwacie w swoich postanowieniach pomimo pandemii? Takie sytuacje wykraczają poza schemat, czasem ciężko się w takich chwilach odnaleźć.. jak Wy to robicie, czy sytuacja z koronawirusem ma na Was jakiś wpływ?

Z instagrama na… BLOGA!

Witajcie na… moim BLOGU
Nie wierzę! Naprawdę nie wierzę, że to robię, że w końcu podjęłam tę decyzję i po prostu napisałam ten wpis – kliknęłam ENTER i gotowe! Poszło ,w świat’. Pewnie zastanawiacie się co ja właściwie wyprawiam. Jakaś następna #instamatka zakłada kolejnego bloga o tematyce lifestylowo-parentingowej. Może i tak, ale czy tak naprawdę komuś to przeszkadza? Czy realizowanie własnych ambicji i celów może pozostać w cieniu przez strach przed oceną innych?
Muszę się Wam do czegoś przyznać. Swojego pierwszego Bloga założyłam jakieś 7 lat temu ( możecie zobaczyć TUTAJ ) – do dziś nie doczekał się jednak żadnej publikacji. Dlaczego ? Dlatego, że  ciągle wymagałam od siebie więcej, lepiej, bardziej… Wszystko miało być tu idealne. Idealny szablon łączący w sobie delikatne, przyjemne dla oka kolory, idealne zdjęcia, z których wdzięcznie będę się do Was uśmiechać oraz idealne teksty, które będzie się czytać z lekkością i zaciekawieniem. Zwyczajnie bałam się co pomyślą o mnie inni. Dodatkowo jestem estetką, cenię sobie ładne linie, dopasowane fonty i wszelkie małe akcenty, których przeciętny czytelnik nie widzi. Siedem lat zajęło mi pojęcie, że nigdy nie będzie idealnego momentu. Nigdy nie będę bardziej gotowa. Nie ma ludzi i rzeczy idealnych, w tym czasie jednak inni szli do przodu, działali powoli, krok po kroczku dążyli do celu, a ja wciąż czekałam na perfekcyjny moment. Jednak nigdy nie nastał.
To jest właśnie to – czynnik oceny, a może wstydu? Czynnik, który powoduje, że boimy się iść przed siebie, stawiać kolejne kroki w drodze do celu. Dopiero moja działalność na Instagramie (z którego zapewne mnie znasz!) uświadomiła mi, że dla Was – liczę się Ja i to co mam Wam do przekazania – reszta to po prostu dodatek. To właśnie Instagram pokazał mi, że nie muszę mieć perfekcyjnie skrojonych treści, aby móc do Was pisać.
Wy motywujecie mnie do działania i to dzięki Wam uwierzyłam, że warto robić swoje. W tym roku postanowiłam wyjść ze strefy komfortu i zacząć działać! Nowy Rok to 365 czystych kartek, które możemy zapisać według własnego uznania, zatem ja dziś zapisuję swoją moim pierwszym wpisem na blogu. Pierwszy krok zrobiony, a dzięki Wam mam motywację aby było ich więcej. Trzymajcie za mnie kciuki, abym podołała w łączeniu macierzyństwa i spełniania swoich życiowych celów i marzeń. Ten rok będzie moim rokiem. Stawiam na samorozwój i wiarę w siebie. Warto w tej całej wariacji zwanej rodzicielstwem pamiętać również o sobie, bo jak same dobrze wiecie – #szczęśliwamamatoszczęśliwedziecko
Mam nadzieję,że zostaniecie tu ze mną!