Loading...
Browsing Tag

postanowienia

Postanowienia W CZASACH KORONAWIRUSA

Dobrze widzisz. Początek kwietnia, a ja – jak na Matkę Polkę przystało jestem w niezłym niedoczasie. Trzy miesięcznym. Z nawiązką. Jednak oprócz oczywistych oczywistości opóźnienie ( co prawda opóźnienie miało być miesięczne, ale w obecnej sytuacji, sama musiałam odnaleźć się w ,nowej rzeczywistości, ) tego wpisu miało jeden zasadniczy cel.
WERYFIKACJĘ. 
Bowiem ile to już razy, każdego Nowego Roku siadamy nad czystą kartką i snujemy niesamowite plany. Wymierzamy kolejne niebotyczne cele. Zapisujemy najodważniejsze marzenia, a po tygodniu, no może czasem dwóch wszystko szlag trafił, prawda ?
Ze mną też tak było. Nie raz. Nie dwa. Nie zliczę już ilości pięknych plannerów czy kalendarzy, które miały pomóc mi w realizacji tych postanowień. Motywujące cytaty, kolorowe pisadła , miliony rubryk do zapisania… wszystko to miało sprawić, że będę planować i realizować swoje postanowienia. Miało.
Nigdy nie byłam perfekcjonistką – lubię kontrolowany nieład, ale lubię też organizację, by ten nieład zachować pod kontrolą. Kiedy byłam jeszcze panną, a nawet kiedy byłam już zamężna takie sposoby się sprawdzały. Planowanie, wyznaczanie celów, snucie postanowień i osiąganie ich. Byłam bardzo zorganizowana w swoim chaosie. Wszystko zmieniło się w momencie kiedy zostałam Mamą – teraz nic nie było już takie oczywiste. Próbowałam wiele razy dostosować nowe życie do starych przyzwyczajeń. Na próżno.
Dziś śmiało mogę powiedzieć, że jestem dojrzała. No dobra, może wcale się tak nie czuję, ale wiem, że umiem uczyć się na błędach. Umiem też wyciągać wnioski. W zeszłym roku postanowiłam więc nic nie postanawiać – to przecież teraz takie modne by żyć dniem dzisiejszym i nie stawiać sobie poprzeczek, doceniać to co jest tu i teraz, jednak w moim przypadku było gorzej niż zakładałam. Nie trzymanie się postanowień, brak realizacji planu, a właściwie brak jakiegokolwiek planu i celów do realizacji skutkowało tym, że całkowicie pogubiłam się w roku 2019. Niczego nie zrealizowałam i niczego nie osiągnęłam. Kolejny raz zmuszona byłam zrobić rachunek sumienia i zacząć od nowa. Gdyby nie fakt, że urodziłam Nefeli to całkowicie spisałabym ten rok na straty.
W tym roku do tematu postanowień noworocznych podeszłam z ogromną rozwagą. Bowiem nie sztuką jest przecież zaplanować cały rok, jednak zrealizowanie tych planów z dwójką małych dzieci to zupełnie inna kwestia. Tego roku postawiłam więc na… rozwagę. Pierwszego dnia stycznia zasiadłam z czystą kartką do biurka i zaczęłam snuć plany na rok 2020. Co więc się zmieniło? Moje podejście. Doskonale wiem już, że wymyślanie na siłę kolejnych punktów na liście do niczego nie prowadzi. Nie chodzi przecież o to aby kartka została zapełniona, a o to by te kilka punktów zostało zrealizowanych. Przemyślałam więc swoje marzenia, wyznaczyłam cele, pomyślałam co chciałabym osiągnąć i jak czuć się w tym nowym roku. Wypisałam wszystko na kartce, następnie przesiałam to wszystko przez sito zwane Rodzicielstwem. I nie chodzi mi o wertowanie postanowień i wykreślanie punktów, które przy dzieciach będą trudne lub co gorsza niemożliwe do wykonania. Chodzi mi o spojrzenie na te postanowienia pod kątem dzieci. Jak zrealizować je wspólnie? Jak sprawić aby moje postanowienia wniosły coś do ich życia? Jak podczas realizacji planów zapewnić komfort dzieciom? Co będzie miało na nie największy wpływ?
I chyba w tym roku miałam farta. Ogromnego farta, że podeszłam do tematu racjonalnie. Przemyślałam wszystko i postanowiłam wyznaczyć kilka głównych celów do zrealizowania, które składają się z wielu podpunktów. Zrealizowanie ich rozciągnęłam w czasie, nie na ten rok, ale na lata. Najważniejsze, że wszystkie możemy dostosować do życia w Rodzinie i… w kwarantannie. Tego nikt się przecież nie spodziewał.
W głębi ducha dziękuję sobie, że z początkiem roku przewartościowałam wszystko i zmieniłam swoje podejście do życia. Nie planowałam wyjazdów, spotkań ani niczego co obecnie stałoby pod znakiem zapytania. Dzięki temu nie borykam się teraz z rozczarowaniem, złością czy smutkiem, że czegoś nie uda się osiągnąć.
Wręcz przeciwnie, jednym z moich postanowień ,a zarazem celów było i nadal jest bycie szczęśliwym – pozytywne nastawienie, dostrzeganie radości w małych rzeczach, a także pozytywów w każdej sytuacji- tak jak robią to Dzieci. To nastawienie pomogło mi przetrwać pobyty w szpitalach  z Nefeli, a teraz pomaga mi z radością witać kolejne dni kwarantanny…Oczywiście nie zawsze jest kolorowo ,ale nie wymagając od siebie zbyt wiele i potrafiąc w końcu sobie odpuszczać potrafię cieszyć się obecną chwilą. Naprawdę pomimo rzeczywistości, która nas otacza ja jestem szczęśliwa. Nie czekam aż to się skończy, nie snuję planów co zrobię jak w końcu nas wypuszczą. Staram się dostosować do panujących warunków, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo jak długo przyjdzie nam w takich funkcjonować. Im szybciej to zrozumiemy tym lepiej dla nas, prawda? Ja mogę nawet powiedzieć, że w tym czasie udało mi się lepiej zorganizować, zaczęłam ćwiczyć i zmotywowałam się by tu coś w końcu napisać i ruszyć na dobre !
A Wy co o tym myślicie? Trwacie w swoich postanowieniach pomimo pandemii? Takie sytuacje wykraczają poza schemat, czasem ciężko się w takich chwilach odnaleźć.. jak Wy to robicie, czy sytuacja z koronawirusem ma na Was jakiś wpływ?